Dzień dobry.
Krótka piłka, w punktach aby było czytelniej:
1. Jakieś 1,5 roku temu z ciekawości zdecydowałem się na prywatne USG tarczycy, w badaniu wyszedł guzek hipoechogeniczny wymiary około 8x9mm. Polecił skonsultować ze specjalistą.
2. Z wynikiem udalem się do endokrynologa. Popatrzył na wynik USG, skrytykował wykonującego, mówiąc "oni się nie znają, lepiej niech konie podkuwają", powiedział, że skoro wyniki krwi są w normie to nie ma co się przejmować.
3. Jakiś czas później w czasie echa serca u kardiologa, wspomniałem o tarczycy, lekarka z ciekawości przejechała głowicą USG po tarczycy i potwierdziła, ze guzek jest...
4. Jako, że pierwszy endokrynolog nie popisał się, to zarejestrowałem się do innego. Pokazałem nowsze USG i wyniki krwi. Usłyszałem, że guzek mały, wyniki w normie, nie przejmować się itp. Za pół roku na wizytę.
5. Na kolejnej wizycie również endokrynolog nie wykonał nawet USG ani biopsji cienkoigłowej, popatrzył na wyniki i nowe USG które zrobiłem (na wszelki wypadek, gdyby znowu nie chciał wykonać na miejscu sam).
Kolejny raz już nie udałem się do lekarza, ale, ze coś mi po głowie chodziło to na własną prośbę udałem sie do centrum medycznego i w cenie 180zł wykonano biopsję guzka.
Lekarz dokonujący biopsji powiedział, że w sumie guzek wg poprzednich (pokazanych mu opisów USG) nie urósł, bo te 2mm w tę czy w tę to może być margines błedu oczytu.
Ale zwrócił uwagę, że na pojedyńcze małe guzki hipoechogeniczne warto zwracać uwagę.
Po tygodniu otrzymałem wyniki:
Cytat: |
W rozmazach z biopsji pod kontrolą USG: obecne grupy tyreocytów o powiększonych jądrach z wypukłą chromatyna z obecnością pojedyńczych bruzd i inkluzji wewnątrzkomórkowych. W tle erytrocyty i koloid.
Obraz odpowiada rozpoznaniu podejrzenie raka brodawkowatego gr V wg Bethesda |
Z wynikiem biopsji udałem się do rodzinnego.
Rodzinny wydał kartę DILO i udałem się do wojewódzkiego centrum onkologicznego.
Wizytę pierwszą u radiologa miałem po tygodniu.
W czasie pierwszej wizyty lekarz też był trochę zdziwiony zapisem "podejrzenie", w każdym razie stwierdziła, że będzie trzeba usunąc tarczycę.
Pani doktor zleciła krew (TSH T3 T4 itp), RTG klatki piersiowej, i USG szyi i jamy brzusznej.
Dwa pierwsze badania (krwe i RTG) zrobili od ręki tego samego dnia.
Wstępnie chirurg ustalił termin na kwiecień.
No i teraz kluczowe pytanie: czy taki wynik biopsji to wystarczająca podstawa by stwierdzić, że to rak?
W necie spotkałem się z opiniami, ze nawet połowa populacji ma jakieś guzki, i z połowy z nich możnaby wysnuć "podejrzenie" wykrycia raka.
Nie chciałbym aby kroili mnie bez potrzeby, przy mojej masie ciała wszystko może się zdarzyć na stole. Tarczyca też jest potrzebna.
W związku z tym mam pytanie: Co dalej?
Czy lekarz zbyt pochopnie nie podjął decyzji o operacji?
Czy powinny być wykonane jeszcze jakieś inne badania? Np. ponowna biopsja tarczycy?
Czy zlecone badania to normalna procedura?
Czy w takim wypadku podejrzenia zawsze się wycina cała tarczycę?
Czy te 1,5 roku z guzkiem (kto wie ile wczesniej tam był) to długi okres?
Czy jeżeli od około 2 miesięcy bolą mnie okolice bioder i nogi na odcinku pośladki- kolana (z obu stron, przód, boki i tył) to może być to powiązane z potencjalnym rakiem? (doktor powiedziała, że teoretycznie, ale nie koniecznie) Jakie badania wtedy?
Jak sprawdzają czy są przerzuty (bliskie i dalekie)?
Będę naprawdę bardzo wdzięczny za wasze opinie, zarówno osób z wykształceniem medycznym, jak i od osób które już przeszły różne terapie.